fort md

 

Magdalena Dzikoń – uczennica klasy IV PSM II st. otrzymała jedną z 6 głównych nagród w Konkursie dla dzieci i młodzieży ”Bajki Muzyczne”. Organizatorem konkursu była Polska Filharmonia Sinfonia Baltica im. Wojciecha Kilara w Słupsku. Temat konkursu można było przedstawić w kilku kategoriach – opowiadanie, rysunek, komiks.

Magda wybrała opowiadanie, swoją pracę zatytułowała „Miłość od pierwszej gry”.

Gratulujemy Magdzie zdolności nie tylko muzycznych, ale również literackich i zachęcamy do zapoznania się z jej pracą.

 

Miłość od pierwszej gry



To był spokojny, słoneczny dzień. Trzy skowronki, ciesząc się z pogody, śpiewały tak pięknie, jakoby na koncert ćwiczyły. Niestety, w pobliskiej filharmonii nikt nie usłyszał ptasiego recitalu. Harmider, który tam panował, nie pozwalał nikomu zebrać myśli, a co dopiero wsłuchiwać się w ciche ćwierkanie. Szepty, rozgrywające się instrumenty, próba za próbą, krzątanina i ponaglania pani sekretarki zwiastowały wielkie, muzyczne wydarzenie. Stres jakby wisiał w powietrzu.


Największe jednak emocje towarzyszyły fortepianowi. Pięknemu, wyjątkowemu i antycznemu królowi instrumentów. Niestety, chyba tylko on miał o sobie takie zdanie. Nikt tu nie lubił tego starego instrumentu. Zawsze coś komuś nie pasowało: a to przetarty lakier,a to klawiatura za żółta, pęknięta struna, połamany klawisz czy ten smród starego fortepianu. Wielkie nieba, a jak ma pachnieć ponad stuletni instrument?! Nie cieszył się również powodzeniem wśród kolegów-instrumentów. Uważali go za pysznego i próżnego, niewidzącego nikogo poza sobą. Mimo że z natury był dobry, często miał z tego powodu przykre sytuacje. Jednak sam sobie przecież tytułu króla instrumentów nie nadał, więc o czymś to musiało świadczyć. Mimo napiętych relacji, bardzo zazdrościł im stałego właściciela. Nigdy im tego nie powiedział, nie mógł przecież wyjść na słabszego.

Z czasem i tak zdążył się do tego przyzwyczaić, nawet starał się to polubić.


- Nie bój nic, stary kolego, już długo u nas nie zabawisz - rzekł pan konserwator, umieszczając instrument na scenie - dostaliśmy dofinansowanie, kupujemy nówkę sztukę. Na pociesznie powiem Ci, że będziesz miał koniec z przytupem! Pianistka światowej sławy, a kiedyś nasza mała Ania, przyjeżdża w rodzinne strony, by zagrać koncert. Naciesz się ostatnimi chwilami, dobrze Ci radzę. Nie wiadomo przecież, co się z Tobą stanie. Ha, ha, ha!


Po fortepianie przeszedł dreszcz, nie wiedział, czy od tych strasznych słów, czy od położenia na nim kubka kawy. Bardzo tego nie lubił. Uważał, że to powinno być karalne.
- Już ja ci pokażę! - oburzył się fortepian - może są to moje ostatnie chwile, ale mam prawo do odrobiny szacunku! A pan? A pan jest zwykłym…… - urwał nagle, gdy zdał sobie sprawę, że nie warto się wysilać i brudzić języka. Ludzie nigdy go nie słyszą, a jego i tak sumienie dręczyć będzie.
Jego myśli przerwał cichy odgłos zbliżających się kroków.


- Ach! To pani już? - wykrzyknął zdziwiony konserwator, zabierając kubek z instrumentu.

W końcu.
- Pardon, już oddaję instrument. Dostałem złe informacje na temat pani przyjazdu. Och, pani Aniu, czujemy się wszyscy zaszczyceni pani obecnością! A pamięta pani, jak stawiała tu swoje pierwsze kroki z występami? To ja… Ja sam podkręcałem to za niskie, zardzewiałe siedzisko!

- Pamiętam, pamiętam. Dziękuję za miłe powitanie, dla mnie być tutaj, to sama przyjemność -odparł kobiecy, melodyjny głos - Rozumiem, że tego starego, popsutego siedziska już nie ma? - dodała z uśmiechem na twarzy.

- Nie ma, nie ma! Aczkolwiek, w razie problemów, zawsze służę pomocą! – dodał szybko,
a następnie spojrzał na instrument. - Starego siedziska nie ma, ale za to jest stary fortepian. Już parę ładnych lat temu mieliśmy dostać nowy instrument, ale jakieś krętactwa wyszły, wie pani, jak to czasem bywa... Dostaliśmy w zamian tego gruchota. Gra się podobno na nim kiepsko, także z dwojga złego, to już chyba to siedzisko byłoby lepsze. - Niepewnie spojrzał na pianistkę i podrapał się po głowie.

- Och, na pewno nie jest aż tak źle! Rozegram się i dopiero wtedy ocenię.

W tym momencie sekretarka krzyknęła do pana konserwatora, że zepsuła się toaletai jest potrzebny natychmiastowo. Z pośpiechem więc opuścił pomieszczenie. Nastała cisza.


Dźwięki zbliżających się kroków pianistki stresowały instrument bardziej, niż ostatnie solo w koncercie Mozarta. Nie wiedział dlaczego, ale chciał zrobić dobre wrażenie na kobiecie, a po wspaniałym wstępie pana konserwatora było to troszkę utrudnione.

Usiadła i otworzyła klapę. Wszystko robiła z taką gracją, uwagą i czułością, jakby miała w rękach nowo narodzonego człowieka. Poczuł muśnięcie delikatnych dłoni.
Lubił oceniać ludzi po ich dłoniach. Uważał, że bardzo dużo mówią o ich charakterze. Nie miał swojego ulubionego typu. Podobały mu się zarówno te twarde i mocne, jak i lekko zwiędłe, niczym makarony. Te, które działają jak motorek oraz te, które zachowują się jak niespokojne morze.


Jej dłonie były spokojne, delikatne, a zarazem mocne. Zastanawiając się, jakie ma to powiązanie z jej charakterem, nie zauważył, kiedy rozpłynął się pod wpływem muzyki. Mimo wszystkich niepochlebnych komentarzy, uważał siebie za wartościowy instrument. Niestety, nie każdy umiał wykorzystać jego potencjał, a pani Ania z pewnością nie należała do tych osób. Nieczęsto natrafiał na takie okazy, więc nie mógł się powstrzymać od komplementowania artystki.


- Grasz tak pięknie, że udało mi się na chwilę zapomnieć, że to ze mnie wychodzą te wszystkie dźwięki.

- Dziękuję - odpowiedziała, nie przerywając gry.

Chyba się przesłyszał. Nie, to nie było możliwe. Przecież żaden człowiek nigdy mu nie odpowiedział. Nikt go przecież nie słyszał. Z nikim nie miał okazji porozmawiać. Może, z wyjątkiem pana konserwatora, ale on tylko do niego mówił i to jeszcze nieprzyjemnie. Ludziom nie sprawiało trudności odbieranie melodii, ale jego słów? Do tego już też się przyzwyczaił. To niemożliwe. Na pewno sobie coś uroił.

- A ty masz piękne brzmienie, wspaniale jest z tobą współpracować.- dodała po skończonym utworze.

A jednak. Słyszała.

Zaskoczenie i niedowierzanie sprawiło, że już nic nie mógł z siebie wykrztusić.

- Em... przepraszam, że przeszkadzam.- przerwała niezręczną ciszę pani sekretarka - mnóstwo pani wielbicieli czeka na spotkanie.

- Nic się nie stało, właśnie skończyłam. Już idę.- Delikatnie zamknęła klapę.
***

Od koncertu dzieliły muzyków już tylko minuty. Stresu tak dużo już nie było. Wystarczająca liczba prób utwierdziła wszystkich w przekonaniu, że nerwy są już zbędne.

- Jeszcze raz przepraszam panią za tego staruszka - pan dyrektor zwrócił się do pianistki - Już dostaliśmy dofinansowanie na nowy instrument, ale mimo wszelkich moich starań, nie udało mi się nic kupić na pani przyjazd. Jak się pani spodoba u nas, to może przyjedzie pani i drugi raz, wtedy już będzie tu świeżutki instrument! Tylko… co ja zrobię z tym? Myślałem, żeby go przenieść do sali prób, ale chyba nie będzie z niego pożytku. Lata świetności ma już za sobą. Chyba będę go musiał oddać do muzeum.

- A ja kolejny raz proszę, żeby mnie nie przepraszać. Naprawdę gra mi się na nim cudownie. A’propos dalszych losów fortepianu...to chyba mam pomysł.

Oklaski. Koncert się zaczął.

***


- Mamo, mamo jesce laz!


- Dobrze kochanie -rzekła kobieta ze śmiechem - ale teraz naprawdę ostatni! Już jest bardzo późno, a kiedyś trzeba przecież iść spać.


Oczywiście nie skończyło się na tym ostatnim razie. Grali i improwizowali jeszcze przez półtorej godziny. Mimo że fortepian nie cierpiał rączek małych dzieci (zawsze były czymś ubrudzone, czy to dżemem, czy farbkami) muzykował wspólnie z nimi, czerpiąc z tego wiele radości.


Jego największe marzenie nareszcie się spełniło. Na stare lata znalazł swoje miejsce w domu pianistki Ani. Wierzył, że to nie przypadek, że się spotkali i cieszył się jeszcze bardziej, że mógł u niej zostać. Nie traktował jej jako zwykłą właścicielkę, a ona nie traktowała jego jako zwykły instrument. Rozumieli się bez słów nie tylko w melodii… Czuł, że byli sobie przeznaczeni.

A morał, drogi melomanie, jest prosty, a wielki:
Wsłuchuj się w instrument tak, by usłyszeć nie tylko jego dźwięki.

FreshJoomlaTemplates.com
Tuesday the 4th.